karmatotw_edytowany-1
BIEG NA SZEŚĆ ŁAP – akcja, w której miłośnicy aktywności fizycznej BIEGAJĄ lub SPACERUJĄ Z PIESKAMI ZE SCHRONISKA DLA ZWIERZĄT.

Wszystko zaczęło się 27 lutego 2013 roku w Olsztynie za sprawą Moniki Dąbrowskiej. Dzisiaj trenuje już 21 miejscowości w Polsce i ciągle liczymy na więcej.

1. Skąd pomysł na organizację takiej akcji?

Pochodzę z rodziny, w której zwierzaki od zawsze stanowiły integralną część. Kiedy więc wyjechałam do Olsztyna na studia, zaczęło mi brakować czworonożnych przyjaciół. Warunki lokalowe nie pozwalały na adopcję psiaka. Poza tym bardzo dużo pracowałam. Po jakimś czasie zaczęła mi coraz bardziej doskwierać tęsknota za psiakami a także ruchem. Siedzenie po 10-12 godzin przed komputerem zrobiło swoje. Wiedziałam, że przyszła pora, aby zmienić jakość mojego życia.

W domu rodzinnym (Kwidzynie) biegałam z naszymi psiakami. W Olsztynie wszystkie mi znane miały wspaniałych i kochających właścicieli. Nie potrzebowały mojego towarzystwa. Postawiłam więc sobie pytanie: Gdzie znajdę czworonogi spragnione ruchu i miłości? Odpowiedź automatycznie nasunęła się sama – schronisko dla zwierząt!

Monika Dąbrowska – pomysłodawczyni akcji. fot. Grzegorz Wadowski.

2. Co było pierwszym krokiem? Jak zaczęłaś?

Zanim zgłosiłam się do Pani Dyrektor z olsztyńskiego Schroniska dla zwierząt, musiałam dokładnie przemyśleć wszystkie założenia akcji, tj. nazwę, grupę docelową, sposób promocji, a także napisać pierwsze artykuły dla mediów, aby rozpropagować pomysł. Ze sporządzoną strategią działania, zgłosiłam się do schroniska. Przedstawiłam swój pomysł, a zaraz potem udałam się na pierwszy wspólny bieg z psiakiem. Musiałam się przekonać, jak zwierzak zareaguje na nową osobę oraz zaproponowaną mu formę aktywności. Merdający całą drogę ogonek oraz uśmiechnięte pysio Rudego, były dla mnie najlepszą oceną pomysłu.

3. Jaka była reakcja schroniska na Twój pomysł? Czy były jakieś problemy ?

Spotkałam się z niezwykle życzliwym przyjęciem. Zawsze i wszędzie będę podkreślać, że sam pomysł bez wsparcia osób ze schroniska, nie miałby szansy na rozwój.
W przypadku Olsztyna, zarówno Pani Dyrektor jak i pracownicy, od razu przystąpili do działania. Znali doskonale stan zdrowia, kondycję, wiek oraz temperament swoich pupili. Przygotowali więc listę psiaków z podziałem na te do spacerowania (w tym z małymi dziećmi), marszobiegu oraz do bardziej intensywnych treningów. Poza tym sporządzili mapkę schroniska wraz z numerem telefonu biura, na wypadek gdyby ktoś się zgubił.

Tak więc nie było żadnych problemów. Wręcz przeciwnie – ogromny entuzjazm i zaangażowanie ze strony wszystkich osób ze Schroniska dla zwierząt w Olsztynie.

fot. Andrzej Nowicki

5. Jak często odbywają się spotkania?

Bieg na sześć łap, to akcja całoroczna. Z doświadczenia wiem, że są osoby które preferują poranne bieganie, podczas gdy inni wolą godziny popołudniowe. Jedni mają czas w dni robocze, inni w sobotę. Tak wiec, aby nikomu niczego nie narzucać a przez to nie zawężać grupy potencjalnych uczestników, zapraszamy do schroniska we wszystkie dni oraz godziny jego otwarcia.

Jeśli natomiast ktoś chciałby spotkać się na wspólnych treningach, prowadzonych przez profesjonalnych biegaczy, raz w miesiącu ogłaszamy takie wydarzenie na Facebook’u: Bieg na sześć łap

fot. Andrzej Nowicki

6. Czy włączyły się już inne miasta?

Tak. Aktualnie akcja prowadzona jest w 21 miejscowościach, a za każdą z nich idzie inna historia, której podstawę stanowi miłość do zwierząt i wiara w ludzi. I tak na przykład w Sosnowcu „Bieg na sześć łap” to forma resocjalizacji dla m.in. osadzonych. W Bogatyni akcję prowadzi „Fundacja Maja – schronisko dla koni”, gdzie ludzie dzielą swój czas i serce nie tylko między psiaki, ale i właśnie bardzo mocno skrzywdzone konie. W Tomarynach tak bardzo dbają o zwierzęta, że mają otwarte drzwi dla biegaczy i spacerowiczów w niedzielę i Święta. Rezygnują z wolnego czasu, aby 7 dni w tygodniu opiekować się Pupilami. Czasami mam wrażenie, że gdyby zależało to od biegaczy/spacerowiczów, to idea spędzania czasu z psiakami zostałaby wdrożona w całej Polsce.

22628_1564138800513367_7300204432663827239_n

7. Co decyduje o udziale danego psa w biegu?

Do udziału w akcji zostały wytypowane najbardziej socjalizowane psy. Zależy nam na tym, aby nikt nikomu nie sprawił kłopotu.

Osoba odwiedzająca schronisko w pierwszej kolejności kieruje się do biura, gdzie mówi o swoich planach. Od tego, czy przybyła pospacerować (w tym w towarzystwie małych dzieci), uprawiać marszobieg lub intensywnie potrenować, zależy jaki psiak zostanie zaproszony do wspólnej przygody.

Na powyższy podział ma wpływ temperament psiaka, jego kondycja, stan zdrowia oraz wiek. Husky zawsze zapraszane są na długi trening. Nasze schroniskowe to prawdziwi ultramaratończycy.

14986_1481679745425940_1800104159158249155_n

fot. Andrzej Nowicki

fot. Andrzej Nowicki

fot. Andrzej Nowicki


8. Czy dzięki takim treningom ludzie decydują się na adopcje?

Myślę, że ma to przełożenie na ilość adopcji. Osoby przyjeżdżające do schroniska bez presji mogą pobiegać lub pospacerować z psiakiem. Obserwują go, jak zachowuje się w stosunku do pozostałych członków rodziny. Często jest nawet tak, że przyjeżdżają na spacery/bieganie przez dwa miesiące, zanim podejmą ostateczną, ale za to bardzo świadomą i odpowiedzialną decyzję. Nie czują się niczym skrępowani, bo przecież przyjechali na spacer w ramach akcji i niczego na starcie nie muszą deklarować.

Dla przykładu w Elblągu po jednej z akcji pięć piesków trafiło do adopcji. Taka informacja szalenie cieszy.

10805662_1497397583854156_2423308677703566301_n

fot. Andrzej Nowicki

9. Czy pieski po takim biegu nie przyzwyczają się za bardzo do ludzi? Jak sobie radzą?

Miałam identyczne obawy od samego początku. Przyznam, że często zdarzało mi się przy odprowadzaniu psiaka do boksu popłakać w koszulkę. Zmiana myślenia w tej materii wymagała ode mnie sporej pracy. Psiaki okazały się w tej kwestii silniejsze ode mnie.

Obecnie Sierściuszki traktuję, jak członków rodziny, których mogę odwiedzać co tydzień. One z kolei sprawiają wrażenie przyzwyczajonych do takiego rytmu. Mają wiele Cioć i Wujków. Cieszą się na widok każdego, ale nie upatrują w odwiedzającym ich człowieku od razu nowego Pana, tylko przyjaciela na tu i teraz. A radość ze wspólnie spędzonych chwil czerpią pełnymi łapkami.

Zapraszam każdego bardzo serdecznie do udziału w akcji. Dla tych merdających ogonków naprawdę warto.

10947240_1535917833335464_7515878573651424805_n

fot. Andrzej Nowicki

11006463_1535917793335468_3156142258658762499_n

fot. Andrzej Nowicki

Wywiad przeprowadziła : Zofia Wawrzyniak